Osobiście radzę zarezerwować najtańszy samochód. Na miejscu może okazać się, że nie mają już compactów, albo po prostu że pan za ladą ma dobry dzień i da Wam upgrade za ładne oczy. Jeżeli chodzi o dłuższe wycieczki to sprawdzoną przez nas opcją jest Toyota Prius. Koszt wypożyczenia tego samochodu jest wyższy (np. w Alamo o jakieś 10usd za dzień, z tego co pamiętam) ale niższe spalanie szybko wyrówna tę różnicę. Dla porównania, Prius przejedzie średnio 45 mil na galonie, inne samochody między 18 a 30 mil). Dodatkową zaletą Priusa jest sposób, w jaki składają się w nim tylne siedzenia. Otóż po ich złożeniu, cała przestrzeń za przednimi siedzeniami staje się jednym wielkim, idealnie płaskim łóżkiem. Dla nas ma to o tyle znaczenie, że w czasie całego naszego pobytu w Stanach, podczas którego przejechaliśmy wzdłuż i wszerz Kalifornię, Utah, Nevadę i Arizonę, zatrzymywaliśmy się w motelach wyłącznie wtedy, gdy podróżowaliśmy z większą ekipą. Pozostałe noce, których było już grubo ponad 30, spędziliśmy w samochodzie. Rozumiecie teraz dlaczego składane na płasko siedzenia mają dla nas taką wartość. Więcej o zaletach spania w aucie napiszę już wkrótce.